sobota, 14 czerwca 2014

Diabelski młyn i widoki

Singapur, dzień 3.

Mamy czas aż do 22:00, do autobusu. Zostawiamy bagaże w hotelu i ruszamy w miasto.
Wracamy w okolice Marina Bay, nie udało się tego obszaru całego zobaczyć nocą, to nadrobimy zaległości za dnia. Przystanek pierwszy Singapur Flyer.

Gigantyczny, 160kilku metrowy "diabelski młyn". Kupujemy bilety (33 S$ za osobę, Jadzia za free) i... ruszamy na lody :) Drogie jak byk, ale przynajmniej duże, fajne smaki (np. cytrynowo-truskawkowe) no i to pierwsze lody tutaj. 




Podróż Singapure Flyer zajmuje około 30 minut. Gondolki są na kilka osób, klimatyzowane, chyba 7 metrów szerokie i 4 długie, komfortowe. Jest też opcja zjedzenia kolacji w gondolce. Z Flyer'a rozciąga się mega widok, na zatokę, na olbrzymie kontenerowce czekające na wpłynięcie do portu, na pola golfowe, na Marina Bay i Marina Bay Sands, tor F1, który wcale nie wygląda jak w TV ;), no i na wieżowce, całe mnóstwo wieżowców. Razem z nami w gondolce jedzie hinduska rodzina z dziećmi i biedny facet, który musi słuchać okrzyków ekscytacji i zabaw dzieciaków, a hałas robią solidny.
















Po Flyerze czas na krótki spacer. Cel wieżowce i Marina Bay widziane od frontu. Bardzo przyjemny spacer, wzdłuż wody. Robimy sobie jeszcze przerwę pod fontanną - głową lwa, która powstała w latach 70 jako symbol otwartośći i przywitania wszystkich odwiedzających Singapur. Widoki i pogoda super, z planowanego krótkiego spaceru zrobiła się wielka przechadzka, ponad 10 kilometrów. Zrobiło się też na tyle późno, że został nam czas tylko na zjedzenie kolacji i dostanie się w miejsce odjazdu autobusu.









Równo o 22:00 ruszamy w kierunku Mersing. Po drodze jeszcze 2 granice - Singapurska i Malezyjska. Tym razem już bez przygód, a i autobus na nas poczekał. W Mersing lądujemy o 01:30 w nocy. Do hotelu mamy na szczęście żabi skok. Zarządzający hotelem, sugeruje nam łapanie promu o 6:00 rano, a żeby tak się stało, musimy być na przystani najpóźniej o 5:40. To będzie bardzo krótka noc.