wtorek, 10 czerwca 2014

Małe Indie w Singapurze

Dzień drugi w Singapurze, kierunek Little India - najbardziej hipsterskie uliczki w Singapurze. Haji Lane i im przyległe oraz Meczet Sultan Mosque.

Czy Haji Lane jest hipsterska? Ciężko oceniać, niemniej jednak pełna knajp, butików galerii oraz innych sklepów, bardzo przyjemna okolica. Przypomina trochę wrocławskie Jatki, jednak nie ma porównania, jest co najmniej 5 razy lepiej. Pachnie mieszanką azjatycko-europejską, podaną w bardzo gustowny sposób. Jeden minus tego miejsca to ceny w sklepach.





Meczet widzimy tylko z zewnątrz, w czasie modlitw jest zakaz wstępu, odbijamy się od tabliczki, że wejście najwcześniej za 3 godziny, szkoda, ale nie mamy tyle czasu, żeby poczekać. Meczet ten jest największym w Singapurze, powstał w 1825, sto lat później w 1928 został "zastąpiony" obecnym, a wyróżnia się złotymi kopułami. Bardzo popularne miesjce modlitw, nawoływanie słychać z daleka, a ilość wiernych którzy przychodzą jest imponująca.






Zaczyna padać, więc chowamy się przed deszczem w centrum handlowym. Za dwa dni będziemy plażować na wyspie Tioman, z dala od cywilizacji, więc trzeba się w zapas pieluch i innych Jadziowym akcesoriów. Pieluchy droże niż w Polsce, około 0,5 S$ za sztukę. Jedna paczka to za mało, bierzemy zatem pieluchy w promocji, 3 paczki w cenie 2. Wrócimy do PL z większym zapasem niż wyjechaliśmy ;)

Wieczorem ruszamy jeszcze zobaczyć najlepsze wieżowce w Singapurze oraz Marina Bay. Niestety trochę źle nas poprowadzili i zamiast podziwiać Marina Bay z daleka, wylądowaliśmy w centrum handlowym pod nim. Zanim wyszliśmy z galerii, rozejrzeliśmy się po okolicy i popatrzyliśmy na Singapur Flyer (wielki diabelski młyn) uciekło nam trochę czasu. Straconego czasu zabrakło nam na podziwianie Marina Bay z daleka, bo metro powoli kończyło jeździć. 



Przeskoczyliśmy metrem jeszcze jedną stację, aby zobaczyć finansową część miasta. Skupisko, wielkość i wygląd wieżowców w tym rejonie, odpowidało naszym wyobrażeniu o Singapurze. Coś niesamowitego. Zwłaszcza nocą.







Z hotelu chcieliśmy kupić jeszcze bilet na autobus do Mersing, bo na prom już mieliśmy. Niestety, głównie przez nasze gapiostwo zrobił się niezły pasztet. Malezja i Singapur w tym roku mają wakacje w tym samym czasie, połączenia autobusowe są wykupione, mamy mały problem jak wydostać się z Singapuru do Malezji, na wyspy Tioman. Jedyna opcja, to autobus o godzinie 22 (wszystkie poranne wykupione). Problem w tym, że autobus jedzie około 3-4 godzin i lądujemy w Mersing w środku nocy. Dodatkowo bilet na prom na Tioman mamy na 7ego, a bedziemy 8 czerwca. Klops. Bierzemy autobus o 22, nocleg w Mersing (na szczęście tani - 79RM) i bedziemy się martwić później. Na plus jest to, że mamy dodatkowy dzień w Singapurze. Mały plus, ale szukajmy pozytywów. Witaj przygodo!