niedziela, 28 stycznia 2018

Sri Lanka dzień 16 - Weligama

Z pomocą przychodzi google maps. Kilometr z haczykiem od nas, w przeciwną stronę niż plaża główna znajdują w bezpośrednim sąsiedztiwe Jungle Beach oraz Turtle Bay. Idziemy. 
Strzał w 10. 

Malutkie zatoczki, cień na plaży i z drzew i z materiałowego daszka. Jadzi do szczęścia potrzebny jest jedynie strój kąpielowy. Niestety Krynia nadal od wody trzyma się na dystans. 




Jest fajnie, do okolic centrum Weligamy udajemy się tylko w jedno miejsca. Na wprost dworca autobusowego znajduje się knajpka AVM (polecana w lonley planet) gdzie serwują całkiem smaczne jedzenie, a przede wszystkim soki świeżo wyciskane, pare setek smaków do wyboru od pojedynczych do mieszanych. Taki wybór, że nie wiadomo od czego zacząć.



Dzień zleciał na, a to nowość, plażowaniu.

Tak jeszcze aprpopo Turtle Bay - są tam dwie czy trzy budki z jedzeniem, korzystamy z tej najbliżej naszego miejsca plażowego.
Prowadzi ją kilku zupełnie niepasujących tu gości. Chociaż może nie tyle niepasujących, co niespotykanych tu gości. Wyglądają jak hinduscy rastafaranie. Jednym z większych wyzwań było dla nich skręcenie lolka na plaży przy dość silnych podmuchach wiatru. Do teraz nie wiem, dlaczego nie robili tego w budzie. Jednocześnie dostaliśmy propozycję 5 gram za jedyne 4.000 rupi (jakieś 90 zeta). Patrząc na to przez pryzmat ich oczu i humoru jakość do ceny na bardzo dobrym poziomie ;)
Ale na gotowaniu też się znają, zrobili takie paluszki rybne, że dziewczynkom do teraz uszy się trzęsą na samo wspomnienie. 
Zamówiliśmy też Shawarama z kurczakiem (pierszwy raz na Sri Lance coś takiego nam wpadło w oczy), coś na kształt wrapa, z tym że warzywa są lekko zgrilowane/podsmażone na płycie. A to powoduje, że całość jest ciepła i wyczuwa się nutkę grilla (niestety połączoną z tłuszczem nie pierwszej świeżości). 

Dziewczynki chyba już złapały odpowiedni rytm i przyzwyczaiły się na dobre do klimatu i Sri Lanki ogółem. Z jedzeniem też od kilku dni sytuacja opanowana - głównie ryba, do tego podjadają coś z naszych talerzy - przeważnie makaron lub ryż, do tego miejscowe przekąski. 

W Sameera Villa jak w Lidlu, codzień coś nowego. Dzisiaj wywaliło prąd w pokoju i to w momencie kąpania dziewczynek. Także kończyliśmy w stylu górników z przodka, w świetle czołówki. Na szczęście podgrzewacz wody, był na osobnym obwodzie.

Wycieczkę do Galle na razie odpuszczamy. Jutro znowu Turtle Bay.