poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Fogo po raz drugi

Edit do poprzedniego wpisu, poczynionego przez Maćka:

nie wszyscy weszli na Pico de Fogo, ja nie weszłam bynajmniej ;) Organizm odmówił posłuszeństwa, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Gdy grupa 5-ciu śmiałków + przewodnik Ros mnie opuścili wokół mnie nastała wszechogarniająca cisza. Siedziałam w kraterze o średnicy 9km, o ścianach wysokości 1km, umieszczonym na wysokości 800 m n.p.m. Wokół mnie jedynie pył wulkaniczny, zaschnięta lawa, trochę poniżej pola winorośli i granatów, jeszcze niżej dwie wioski, bez dostępu do wody. O 8 rano słońce prażyło już prawie w zenicie, także po raz kolejny spaliłam sobie skórę na palcach u stóp ;) Uraczona krajobrazem zaczęłam czytać kolejny kryminał Krajewskiego, niestety wypędziła mnie stamtąd chmura, która ograniczyła widoczność do 2 metrów i przyniosła ze sobą orzeźwiającą mżawkę, tym samym obniżając temperaturę powietrza z 30 do 15. Jak już stwierdziłam, że nic nie widać, to postanowiłam wrócić do wioski i czekać na naszych śmiałków w miejscowej knajpie. Tam spotkałam naszego przewodnika, Mamadu, który opowiedział mi jak ciężko żyje się ludziom w kraterze. Nie mają bieżącej wody, a żeby ją kupić muszą się udać do Sao Filipe, stolicy wyspy, oddalonej o 26 km. Za podróż w jedną stronę płacą 350 ECV (ok. 3,5 EUR), za 100 metrów sześciennych słodkiej wody płacą 150 EUR i za powrót kolejne 3,5 EUR. Natomiast jeśli już pracują, to ich miesięczne zarobki nie przekraczają 200 EUR...











O innych urokach wyspy Fogo w kolejnym odcinku.
Marta