piątek, 7 sierpnia 2009

Fogo kompleksowo

Stwierdziłam, że Fogo należy opisać w szerszym ujęciu, ponieważ patrząc na cały archipelag Wysp Zielonego Przylądka ta wyspa jest najciekawsza. Całe Fogo jest aktywnym wulkanem, który od czasu do czasu daje o sobie znać. Ostatnia erupcja miała miejsce w 1995 roku i to ona uformowała dzisiejszy kształt Fogo.


Uformowany został nowy krater Pico Pequeno, którego charakterystycznym miejscem jest kaldera o średnicy 9km, wysokich na 1km ścianach, a w jej centrum wyrasta najwyższy punkt Cabo Verde, wspominany we wcześniejszych wpisach, szczyt Pico de Fogo.


U stóp wulkanu lezy wioska Chã das Caldeiras, której mieszkańcy są okresowo ewakuowani podczas erupcji. W 1995 takie działanie spowodowało, że nie zginęła ani jedna osoba! Domostwa mieszkańców wioski zostały doszczętnie zniszczone przez lawę, ale Niemcy wsparli wówczas Republikę Zielonego Przylądka i wybudowali osadę domów zastępczych. Ci ludzie jednak nie zabawili tam długo - wrócili do wulkanu, odbudowali wioskę i mieszkają tam do dziś. Porównując do polskich warunków mieszkaniowych, to jak oni mieszkają ciężko nazwać domem...



Pomimo, iż nie mają bieżącej wody, na Fogo jest chyba najwięcej roślinności. Pojawiające się na tej wysokości chmury, zasłaniające czasami całą wioskę, przynoszą odświeżające mżawki, dzięki którym miejscowi mogą produkować wino i kawy. Wino pyszne, niestety nie eksportowane, można je dostać jedynie na Cabo Verde. Kawy nie lubię, więc nie próbowałam, ale znajomi kawosze zachwalają :) Poza tym rosną tu też mango, banany, papaje, guavy...


Na Fogo odwiedziliśmy też stolicę wyspy, São Filipe, które z pokładu Selmy wygląda tak:


Urocza, kolorowa miejscowość, i nawet hotspot w altance, czego się na tej wyspie w ogóle nie spodziewaliśmy. São Filipe liczy trochę ponad 8000 mieszkańców, trudnią się głównie rybołóstwem, jeśli nie to dostają pieniądze od rodziny z Bostonu. Co dziwne miejscowi jak emigrują do Stanów, to już tylko do Bostonu. Regularnie wysyłają pieniądze rodzinie na Cabo Verde, ale nie tylko rodzinie - też obcym ludziom, którzy rodziny w USA nie mają. São Filipe słynie z długich piaskowych plaż, tyle, że piasek jest czarny. Wrażenie robi, ale piasek nie brudzi :) A poniżej parę fotek z miasta: