niedziela, 13 marca 2011

Hue, hue, hue

Przed nami druga noc w Hue. W porównaniu z Ha Noi, Hue to spokojne i ciche miasto, była stolica. Hue jest przedzielone rzeką Perfumową, są tylko 3 mosty (kolejowy, ogólny, tylko dla skuterów/rowerów) co jak na 350 000 miasto wydaje się mało. Jednak wystarcza, a życie na rzece kwitnie. Pływają turystyczne Dragon boaty, barki z piaskiem, małe miejscowe łodzie. Główną atrakcją miasta jest cytadela.

Rzuciliśmy się na cytadelę wczoraj. Nad cytadelą, podobnie jak nad całym Hue góruje wielka wietnamska flaga - wedle przewodnika 37 metrów wysokości. Robi wrażenie. Cytadela jest chyba wielkości wrocławskiego zoo. Wielka sama w sobie, plus masa ścieżek. Hektary do obejścia. Fajne, urocze ścieżki i zaułki, kolorowe świątynie, pomniki, budda, bramy, smoki, domki i to co po domkach zostało. Na prawdę spore. Po ponad 2 godzinach łażenia mieliśmy zwiedzoną połowę.








Po cytadeli mocno głodni ruszyliśmy w poszukiwaniu jedzenia. Trafiliśmy do "Why not" i w tym momencie pozdrowienia dla kolegów z Wrocławia :) największą zaletą ów knajpy był/jest pokaźny zbiór lokalnych i krajowych piw.

Noc spokojna, nic nie stukało, chrupało, brzęczało, jedyny minus był taki, że trzeba było wstać na tyle wcześnie, aby zdążyć zjeść śniadanie i na 8 być gotowym na wykupioną za 5$ wycieczkę po pagodach i świątyniach w okolicach Hue.

Dzisiejsza wycieczka rozpoczęła się na Dragon boat, pierwszy przystanek był przy Pagodzie Thien Mu, ponoć jedna z najpiękniejszych, faktycznie niezła, miejsce kultowe dla buddystów.




Następnie było Hon Chen Temple, by dopłynąć do Tomb of Minh Mang. Niby niewiele, ale płynąc łodzią zajęło to dobre 3,5 godziny, a sama podróż trochę jak w Czasie Apokalipsy, rzeką, przez dżunglę, cisza i tylko odgłos silnika...

Tomb of Minh Mang jak na "grobowiec" robi wrażenie. Piękne miejsce aby zostać pochowanym: park, rzeczka, mostki, jeziora, świątynie, kolorowe bramy i kamienne posągi. Trochę jak w Parku Szczytnickim ;)




Dalej już podróż była busem do Tomb of Khai Dinh i Tomb of Tu Duc. Powrót do Hue, znowu wizyta w Why not? i znowu najedliśmy się jak dzikie wietnamskie świnki.

Jutro znowu wczesna pobudka bo o 8 mamy zaklepany autobus do Hoi An. Para Holendrów, którą spotkaliśmy w HLB, była tak zachwycona plażami w Hoi An, że spędziła tam aż 10 dni. My tyle czasu niestety nie mamy.