sobota, 12 października 2013

Irlandia, Dublin – historia przewrotna, nieplanowo planowana.

A w zasadzie nie tyle Dublin co Dún Laoghaire (uwaga wymawiamy [d̪ˠuːn̪ˠ ˈɫeːrʲə] czyli Dan Liri). Ale trzymajmy się standardowego pierwszego wpisu.

Za wikipedią (bardzo treściwie)
Irlandia – państwo w Europie Zachodniej, od 1973 państwo członkowskie Unii Europejskiej. Zajmuje większość terytorium wyspy o tej samej nazwie. Populacja (dane z 2011) 4 588 252 w tym jakieś 2 miliony naszych ;)

  


Ale od początku.
Kierunek Irlandia powstał z kilku powodów, pierwszy i chyba przeważający to spotkanie z tatą (vel dziadzią, a może Koszykiem Seniorem?), który to akurat przepływał s/y Spirit One w okolicach Wyspy i robił krótką przerwę właśnie w Dublinie. W samolocie byliśmy jednymi z nielicznych Polaków, którzy przybywali do Irlandii tylko i wyłącznie w celach rekreacyjnych.

Wylot w niedzielę, powrót w środę. 3 dni. Powinny być wystarczające.

W sobotę, gdy się pakowaliśmy dostaliśmy informację, że będzie lekkie opóźnienie i Spirit z dziadzią przypłynie co najmniej z jednodniowym opóźnieniem, ale spoko, dobrze jest, już mamy załatwioną opiekę, transport, spanie i wszystko inne. Naszym opiekunem zostanie Kondziu. No to fajnie, nie zmieniamy planów, tylko trochę szkoda, bo z trzech dni z Dziadziem zostaną w najlepszym przypadku dwa dni..