niedziela, 20 października 2013

Powroty

Niedziela, zgodnie z przewidywaniami okazała się krótka. Po porannej rozgrzewce i wstępnym pakowaniu nie zostało wiele czasu na gry i zabawy, ale odwiedziny na placu zabaw były obowiązkowo.

Przystanek autobusu który jedzie na lotnisko był w zasadzie pod mariną, więc nie musieliśmy długo się telepać z bagażami.

Jadzia trzymała się nieźle, trochę ją przetrzymaliśmy z drzemką, aby zasnęła nam w samolocie. Do samolotu nie dotrzymała. Zaraz po zajęciu miejsca w autobusie zaczęła odpływać. Wyglądało to wesoło, ale już wiedzieliśmy, że po tak krótkiej drzemce, może być marudna w samolocie.


Na szczęście ta krótka drzemka okazała się wystarczająca i podróż do Polski okazała się całkiem przyjemna, oczywiście nie uwzględniając tłumów ludzi na lotnisku, ciasnoty w kolejce i walki (innych) o najlepsze miejsca w samolocie.



Aha, Dublin z lotu ptaka robi wrażenie.