sobota, 19 października 2013

Dublin - dzień przedostatni

Już jest mniej słonecznie. Mimo wszystko postanawiamy obrać kurs na wzgórza Wicklow. Zaopatrzeni w mapę i krótką charakterystykę miejsca ruszamy na DARTa. Na wzgórzach Wicklow kręcony był między innymi Braveheart – więc widoki są co najmniej epickie. 

I tu nas szybko sprowadzono na ziemię. Pan w informacji sprawdził połączenia DART i później kolejki. Jest po sezonie, pociągi jeżdżą rzadko i w godzinach co najmniej dziwnych. Suma summarum uwzględniając czas dojazdu, powrotu, przerwy w oczekiwaniu na kolej etc. oszacowaliśmy, że na miejscu mielibyśmy ze 2-3 godziny. Pomysł upadł. Postanawiamy ruszyć pieszo w kierunki Dublina, wzdłuż zatoki. Niestety jak pech to pech. Zaczyna padać. No może raczej mży niż pada, ale nie uśmiecha nam się ryzykować, że się rozpada w najmniej odpowiednim momencie. Zmiana planów. Czyli zwiedzamy nie poznane dotąd Dun Laoghaire. Dobry decyzja, bo po kilkunastu minutach solidnie się rozpadało.

Dun Laoghaire da się lubić i wygląda na przyjemne miejsce do życia. Oczywiście gdy nie pada J

Po przeczekaniu deszczu i zwiedzeniu tego, czego jeszcze nie zwiedziliśmy postanawiamy wrócić na Spirita.


A na Spiricie jak w zasadzie przez cały tydzień, ciepło, sucho i dużo ludzi. Momentami naprawdę dużo ludzi. Sielanka.  I tak, aż do wieczora.