piątek, 18 października 2013

S/Y Spirit One i najmłodszy załogant

Spirit wymaga lekkiego serwisu, co by nie przeszkadzać, postanawiamy ponownie wybrać do centrum, zobaczyć to czego jeszcze nie widzieliśmy i kupić parę klamotów.  Trochę dziwna sytuacja, bo ubranka dziecięce są tańsze niż paczka papierosów. Dublin co raz bardziej daje się lubić, ale nadal nie jest miastem  w którym chce się zamieszkać. Zwiedzamy centrum i okolice.

Poruszanie się po chodnikach może przyprawić o palpitacje serca. Wszystko jest wąskie, ruch lewostronny powoduje, że autobusy i samochody wyjeżdżają ze strony, do której nie jesteśmy przyzwyczajeni. Lusterka autobusów śmigają tuż obok głowy. Ktoś nam nawet wspominał, że bywa dużo wypadków – uderzenia pieszych/rowerzystów właśnie przez autobusowe lusterka. 

Po powrocie odpoczywamy na jachcie, najwięcej korzysta najmłodsza załogantka S/Y Spirit One ;) 






Wieczór upływa nam przy bajkach, mleku i bushmillsie.