wtorek, 3 czerwca 2014

Wylatujemy!

Jest godzina 05:45 rozpoczynamy nasz trip od wylotu z Bydgoszczy. Po 45 minutach lądujemy w Warszawie. Miły i spokojny lot. Koszyk zasnął już na płycie lotniska. Jest blady świt, po nierównej acz zwcięskiej walce z przechowanią bagażu ruszamy SKM w poszukiwaniu śniadania. Wydaje się, że w stolicy Polski, znalezienie śniadania w sobotę o 8 rano nie powinno stanowić problemu. Niestety wydaje się. W okolicach Nowego Światu po dobrym spacerze w końcu natrafiamy na coś otwartego - Vincent. Przyzwoicie, ale ceny warszawskie. Lot mamy dopiero o 15:45 więc pozostały czas spędzamy na szwędaniu się po Wawie.




Drugi tego dnia lot mamy na linii Warszawa - Paryż. Też na spokojnie. Koszyk zasnął, Martusia z Jadzią nie. Jadzia jak na dwa loty nawet daje radę.


W Paryżu mamy raptem 1,5 godziny, więc względnie szybko zleciało, chociaż dzień jest niemiłosiernie długi.


Następny w kolejce jest lot do Kuala Lumpur, czyli nasze największe wyzwanie związane z Jadzią. 13 godzinny lot, 3 osoby, 2 miejsca. Linie KLM były na tyle uprzejme, że zorganizowały nam miejsca na samym początku, co oznaczało więcej miejsca na nogi. Niestety nasz plan, co by Jadzia spała na podłodze na prowizorycznym posłaniu nie wypalił. Co prawda obsługa była nadwyraz miła i uprzejma, ale na takie rozwiązanie się nie zgodzili. 



Finalnie Jadzia spała na nas, raz na Koszyku raz na Martusi. Co 1-1,5 godziny zmiana. Szału nie ma, ale do wytrzymania. Myśleliśmy, że będzie lepiej. Mimo, iż każdy przespał prawie cały lot, to energii mamy tyle, co kot napłakał.