sobota, 14 czerwca 2014

Jesteśmy w raju

Parafrazując Jadziową piosenkę o pingwinku:

O jak przyjemnie i jak wesoło, obudzić na plaży się, się, się, i raz do wody i raz na plażę, do przodu, do tyłu i raz, dwa, trzy!

Coś pięknego. Wstajesz i wiesz, morze szumi, słonko świeci nic nie trzeba. Bajka.




Chalet obok, zajmuje facet z synem i jego kolegą. Na imię mu Jude, i mimo iż jest trochę przerażający, to ja nawet go lubię i nazywam go "moim przyjacielem", Jadzia "mały pan" a Martusia nic nie mówi, bo ją przeraża. Jude, to chłop jak dąb mimo, że miejscowy, to posturą góruje nad wszystkimi. Ma wielką bliznę przez cały polik, chodzi ubrany w moro, z wielkim nożem przy pasku.

Jest godzina 8:30 rano, idziemy na śniadanie, a Jude proponuje mi szklaneczkę. Trochę za wcześnie, nawet jak na wakacje. Jude oprócz skłonności do nadużywania ma jeszcze jedną wadę, trochę niewyraźnie mówi. 

Dzień upływa nam na zabawach na plaży i taplaniu się w wodzie. Jadzia jest przeszczęśliwa, my zresztą też. Wbieganie do wody z potknięciem i nurkowaniem Jadzia opanowała do perfekcji. Słońce mocno grzeje, na tyle mocno, że po lunchu idziemy się zdrzemnąć. Dziewczyny śpią, ja sobie piszę bloga, Jude coś do mnie mówi, ja go nie rozumiem, machinalnie przytakuje i trochę nieświadomie zgodziłem się na szklaneczkę. Jakoś mi niespecjalnie po drodze, ale słowo się rzekło, kobyłka u płotu.

Jude polewa. Podła szkocka, w proporcji 1 do 6 z wodą. Coś okropnego, więcej nie dam się namówić na picie z miejscowymi.





Po południu odwiedza nas... Ania, pół Polka, pół Malezyjka. Na codzień mieszka w Warszawie, ale jej tata prowadzi jeden z cheletów na Tioman, więc przyjechała z mamą (Grażyną) w odwiedziny. I z Anią i z Grażyną spotykamy się podczas kolacji. Opowiadają swoją zawiłą i skomplikowaną historię rodzinną. Ta znajomość może okazać się bardzo sympatyczna i pomocna. 




Słońce zachodzi około 19:30-20:00, jak już zacznie zachodzić to zachodzi bardzo szybko, jesteśmy na wschodzniej części wyspy i oddzieleni od zachodniej solidnymi górami. Bezchmurne niebo z niezliczoną ilością gwiazd oraz księżyc prawie w pełni (chociaż obrócony o 90 stopnie względem tego który mam na codzień) oświetlają nam drogę przez plażę. Na wyspie Tioman, nie tylko w naszej miejscowości Juara, nie istnieje publiczne oświetlenie. O 20 jest już już ciemno i tyle. No może bardziej półmrok, bo księżyca blask trochę to wszystko rozjaśnia.