niedziela, 15 czerwca 2014

Burza w raju

Dni w Tioman mijają podobnie. Plaża, woda, lunch, drzemka, plaża, woda... Boże, jak tu jest cudownie!

Już nam chodzą po głowie myśli, żeby rzucić wszystko w cholerę i zostać tu na zawsze.





Dziś po południu naszą monotonię życia codziennego na Tioman urozmaiciła pogoda. Po południu nad górami za naszym domkiem (tak, mieszkamy na plaży, a zaraz za nami jest dżungla i góry) pojawiły się ciemne burzowe chmury. Przez krótki moment przez te chmury przebijało się słońce, które oświetlało część morza, sprawiając, że lazur, był jeszcze bardziej lazurowy, a część wody była wciąż ciemnomorska. Słowami nie da się opisać, więc wstawiamy obraz, króry i chyba i tak nie oddaje rzeczywistości.









Po chwli niebo zaciągnęło się już całe i zaczeło padać, najpierw powoli, jak żółw ociężale, poźniej już regularnie lało. Kto nie biegał po deszczu tan gapa. Było super, a woda wydawała się jeszcze cieplejsza. Przy okazji, pojawiła się tęcza, od jednego do drugiego końca zatoki. Łał.


Na Tioman, w Juara wieczorami jest tak pięknie, że trudno to opisać. Księżyc jest prawie w pełni, więc oświetla piaszczystą plażę i rzuca jasny blask na wodę. Jak z obrazka lub opowiadania Elizy Orzeszkowej.


Tioman Island - where amazing happens

Wieczorem odwiedzili nas chłopaki od Juda. Przyszli z "tańczącym krabem", nie wiem jak, ale złapai kraba w ręce. Drania generalnie ciężko złapać, bo szybki jest. Tak czy inaczj przyszli pokazać Jadzi kraba. Krab najpierw "potańczył" na balustradzie, dał się Jadzi dotknąć w nogę i pobiegał trochę po naszym tarasiku. Jadzi się podobało.