wtorek, 10 czerwca 2014

Singapur, dzień pierwszy

Zwiedzanie Singapuru rozpoczynamy do wyspy Santos, jednej z głównych atrakcji w mieście. Dojazd w okolicę oczywiście metrem - przystanek Harbour Front, nie ma lepszego środka komunikacji. Na Santos bardzo popularna jest wizyta w studiu filmowym Universal. My jednak wybieramy pakiet zwiedzanie akwarium + dojazd kolejką linową (cable car) za 128 S$ za naszą dwójkę, Jadzia za free. Kolejką można zrobić pętlę, od miasta na Mountaun Faber, i z powrotem przez miasto na Wyspę. Można przy okazji podziwiać okoliczną panoramę, a jest co oglądać - widok na port, wyspę Santos, kilka wieżowców, a przede wszystkim widok na zatokę. Nam, na początku, pogoda niestety nie dopisuje, pada i jest zachmurzenie, mimo to warto się przejechać.







Na samym Santos, oprócz już wymienionych, jest jeszcze masa innych atrakcji, z parkiem wodnym na czele, otwartym basem z delfinami, poza tym hektary terenów do chodzenia i pole golfowe.

Akwarium w Kuala Lumpur, które zrobiło na nas duże wrażenie, przy tym w Singapurze wydaje się małym, zagubionym, dalekim kuzynem-sierotką. Na dzień dobry wielkie akwarium z rekinami, przy którym zaczepia nas azjatycka rodzina i chce sobie z nami, chociaż głównie z Jadzią, porobić zdjęcia. Dalej jest jeszcze lepiej - masa różnych akwariów z różnymi stworzeniami, które nie zawsze przypominają ryby lub inne zwierzaki wodne, są jaja rekina, ośmiornice, płaszczki kraby giganty (Giant Spider Crab jeżeli dobrze zapamiętalem - z odnóżami lekko ponad metr długości), meduzy, rozgwiazdy i masa innych stworzeń. Akwarium jest tak wielkie, że można się zmęczyć, ale jest i na to rozwiązanie - olbrzymia/gigantyczna ściana akwarium, tarasy przed nią i włala - można przycupnąć, odpocząć i podziwiać. Uwagę przyciąga wielkie czarne coś. 















Szczęśliwi czasu nie liczą, więc nawet się nie zorientowaliśmy, kiedy minął czas i zrobił się wieczór.
Atrakcja może nie tania, ale warta każdej złotowki. W Universal Studio nie byliśmy, ale znajome osoby twierdzą, że warto.

Kolację jemy z knajpie obok hotelu, jest bardzo specyficznie, bo obsługa nie mówi po angielsku. Zupełnie nic, ani jednego słowa. Zamawiamy po polsku, odpowiadają po chińsku. Najważniejsze, że dostajemy to co chcieliśmy ;)