piątek, 4 marca 2011

już prawie

Dwa dni Jeden dzień do wyjazdu, pora na krótką chwilę refleksji nad tym co nieuniknione.
Bardzo ogólnie i chaotycznie opisane zostały nasze przygotowania do wyjazdu.
Jest to nasz pierwszy tramping z prawdziwego zdarzenia. A może nie tyle tramping co backpacking. Tak czy inaczej nie licząc drobnych i krótkich wyjazdów to pierwsze tego typu starcie.

Z jednej strony chyba nigdy nie byliśmy tak dobrze przygotowani do wyjazdu, patrząc od strony „wyposażenia”. Mamy kilka fajnych i przydatnych gadżetów oraz map/przewodników etc. i co najważniejsze jedziemy do księstwa podróbek :D
Z drugiej strony patrząc jedziemy do kraju gdzie ani me ani be, o kukuryku nie wspominając. Ale Wietnam i większość miejsc które planujemy odwiedzić jest nastawiona na turystów, więc musi być dobrze. Śmierci w oczach nie ma.

Plan jest prosty. Mamy 3 tygodnie na zwiedzanie. Podoba nam się gdzieś to zostajemy, nie podoba się – szybka ewakuacja. Mam cichą nadzieję, że uda nam się pary razy tak trafić, że będzie sposobność usiąść pod palmą, poczytać i wypić kilka miejscowych piw. Piwo podobno słabe, w smaku i mocy. No ale nam Polakom ciężko dogodzić w tych kwestiach.

Po wylądowaniu w Ha Noi celujemy w Sapa i bliżej nie określoną miejscowość pod północną granicą, gdzie po środku niczego jest mega targowisko (takie że Stadion X lecia i podpoznański Czacz to pikuś). Później Ha Long Bay i dalej na południe przez Hue i tam gdzie nas oczy poniosą. Ostatnie dni to Sajgon (obecnie Ho Chi Minh City), tunele Wietkongu, delta Mekongu i to co na około. Już na ostateczny koniec powrót do Ha Noi, może odwiedziny wujaszka Ho, bo tak sam sobie smutny leży. I powrót przez Moskwę do domu.

Bez pośpiechu, powolutku mamy zamiar delektować się każdym wolnym dniem. Będzie czad.
I tu powinno pojawić się nasze zdjęcie, ale ja go nie mam, jak Martuśka wrzuci, to będzie.

Edit by Martuśka: Wrzucam, najgłupsze nasze jakie znalazłam :)