sobota, 5 marca 2011

Mockba

Moskwa. Przywitały nas -2 stopnie i lekki opad śniegu. Odprawa tranzytowa wypadła słabo, czuliśmy się trochę jak na spędzie bydła. My byliśmy bydłem. Mega długo, wolno, powoli. Jedno stanowisko kontroli. Ku zdumieniu panów również sprawdzała pani. Niestety niespecjalnej urody, wdzięku i aparycji. Przejście z terminalu F na którym wylądowaliśmy do terminalu D zajęło dobrych kilka minut. Hektar drogi. Jeszcze dobrze nie rozpoczęliśmy urlopu a już mamy pierwszą pamiątkę ;) w trakcie pisania tej notki przeszła mini burza śnieżna, zeszła mgła by po chwili zrobiło się prawie bezchmurnie i słonecznie. Na rzeczonym terminalu D zajęliśmy strategiczne miejsce, mamy widok na plac manewrowy i pas startowy. Spory obrót samolotów mają na Szeremietiewie.


Do odlotu pozostało nam jeszcze prawie 3 godziny. Znajdziemy sobie zajęcie  A notkę pisałem ja, bo Martuśka nadal odmawia współpracy.

I na koniec fotograficzna pamiątka z Moskwy: