piątek, 18 marca 2011

Nha Trang II - skleroza jednak boli

Krótką pamięć, która będzie przyświecać dzisiejszemu wpisowi zawdzięczamy chyba masłu. A raczej braku masła. Dzisiaj podczas śniadania uświadomiliśmy sobie, że chyba najbardziej brakuje nam właśnie masła. Chyba nawet bardziej nam go brakuje niż czekolady.

No, ale do rzeczy. Zapomiałem po raz trzeci kąpielówek. Więc idąc plażą w kierunku Vinpearl nie mogliśmy skonfrontować Koszyk vs. miejscowe fale. No trudno, zrobimy to po południu - pomyślał Koszyk. Plaża tak samo urocza jak wczoraj, a nawet bardziej, bo przez chmury przebijało się słońce.




Po drodze mijaliśmy gości na kajtach, teoretycznie jest tu nawet strefa. Spotkaliśmy 2 Polaków, jeden bardzo w porządku, jego brat to typowy "polaczek" - nawet się nie przywitał. Parówa jedna.

Pod kasą do kolejki linowej nad morzem (długośc kolejki to +/- 2 km) okazało się, że nie można kupić tylko przejazdu tam i z powrotem, tylko trzeba kupić bilet wstepu do całego kompleksu. 18$ sztuka. Przejazd kolejką - MEGA. Widok na parę kilometrów - pobliski port, zatoka, góry, górki, statki, miasto - no wszystko było widać, no.





I jeszcze widok na kolejkę już z Vinpearl :)



Wietnamska odpowiedź na Disneyland - to typowo wietnamska odpowiedź ;) Ale fajnie było - aquarium, karuzele, potężna sala z automatami do gier (w wyścigach na motorach przegrałem z Martuchą 1:2) no i chyba największa atrakcja - aquapark. A tu dupa zbita, kąpielówki w hotelu :] i o ile na ulicach zaczepiają i próbują sprzedać dosłowie wszystko, o tyle dostać kąpielówki na Vinpearl to już nie takie proste. No cóż - zdarza się najlepszym, będzie powód, aby kiedyś tam jeszcze wrócić.

Szybka relacja fotograficzna:







Gry i zabawy na wyspie zajęły nam na tyle dużo czasu, że już nie zdążyliśmy skoczyć ponownie na plażę. Następna i ostatnia okazja do kąpieli będzie w Mui Ne, w którym powinniśmy być w poniedziałek. Jutro (sobota) o 7 łapiemy autobus do Dalat.