wtorek, 8 marca 2011

Sapa 2

Gdy u nas zadzwonił pierwszy budzik, w Polsce był środek nocy. Popatrzyliśmy za okno i nadal jesteśmy w wielkiej, szarej, wilgotnej, mglistej... wiosce. Niestety pora dnia nie ma znaczenia, jest mgła albo jeszcze większa mgła. W drodze na śniadanie dopadła nas obsługa hotelu z pytaniem czy zostajemy czy się zrywamy dalej. Jeżeli zostajemy to musimy zmienić na pokój. Na szczęście na tańszy. Standard ten sam, choć widoki gorsze, biorąc pod uwagę mgłę widoków nie ma żadnych.

Nic to, zmiana pokoju, miejscowo-kontynentalne śniadanie i w drogę, do wioski H`mongów o uroczej nazwie Cat Cat. Mżawka, mgła i błocko. Wejście na drogę do wioski kosztuje 2 dolary. Po zrobieniu pierwszych zdjęć z mgłą w końcu Wietnam okazał się dla nas łaskawy. Mgła odpuszcza, lekko się podnosi - odsłaniając to po co przyjechaliśmy. Gdzie niegdzie dało się ujrzeć tarasy ryżowe, domki, no ogółem kawałki wioski. Przez Cat Cat biegnie chyba z milion schodów, które prowadzą do małego acz urokliwego wodospadu. Wytyczoną ścieżką idziemy dalej podziwiając to z czego Sapa słynie:








Kończąc trasę mgła znowu nadciąga. Teraz mgła może nam skoczyć.

Chwila odpoczynku, czas na drobne przyjemności w miejscowej cukierni i idziemy dalej, zobaczyć o której jadą busy do Lao Cai, bo stamtąd będziemy jechać do Bac Ha. Jednak zmiana planów, z Lao Cai do Ha Noi a następnie nad Ha Long Bay!


Jest połowa dnia, mamy ze 2 dobre zdjęcia i jeden film. Myślę że szczegóły wkrótce.