sobota, 6 sierpnia 2011

Svalbard dzień 7 – sobota

Nad ranem dopływamy do Calypsobyen. Znowu lód, jednak zdecydowanie jest go mniej i mniej przeszkadza. Zostawiamy 4 osoby i skaner 3D, w okolicach bazy naukowej UMCS. Walczymy z małym lodem, teraz to już niejako przyjemność – tyczki w dłoń i do ataku.
Znowu pojawia się foka. Powoli, majestatycznie wynurza się, chowa, znowu wypływa – tym razem na grzbiecie, kuka i spływa dalej.

Zabieramy 3 osoby - T-raperów znad Wisły. Panowie są traperami, tj. stawiają trapy (pułapki) na kamienie. Zabieramy ich w kierunku Isfjordu, gdzie przesiądą się na Eltanina.

Po drodze widoki pierwszorzędne – góry trzeciorzędowe, przynajmniej tak wyszło T-raperom na pierwszy rzut oka, stożki usypiskowe (wiemy jak to wygląda, ale definicji nie znamy). Łapiemy kierunek na fjord visa vis Calypsobyen, tam są 3 husy (domki), którym chcemy się przyjrzeć z bliska, a jak będą otwarte, to i od środka.

Desant pontonem na plażę w mało komfortowych warunkach, jest dość mocny przybój. Jedziemy jako pierwsza grupa. Druga grupa już z większymi problemami, ale dociera na ląd. Przybój jakby większy.

Zmiana planów. Nie będzie spaceru, wracamy na Spirita. Lekko nie będzie. Trzeba zrobić mniej więcej tak jak marines na amerykańskich filmach. Ponton (dingi) na wodę, 4 osoby, rozbieg, z pontonem trzeba przebić się przez przybój, wskoczyć na dingi, złapać pagaje, wiosłować ile fabryka dała, by po chwili móc odpalić silnik i na spokojnej wodzie popłynąć do Jachtu. Były nas 3 grupy. Nikomu się nie udało zrobić tego jak żołnierzom z marines ;)

Zabawa przednia, jednak od pasa w górę i/lub od pasa w dół wszystko mokre. Ciekawe ile będzie schło?



Jako, że jechaliśmy jako pierwsza grupa udało się złapać kilka szybkich ujęć na wyspie, i tak:
- Koszyk upolował prawdziwego wilka morskiego ;)



- po polowaniu zmęczony Koszyk przysiadł i podziwiał widoki:


- znaleźliśmy ponoć miednicę wieloryba



W połowie wysokości wejścia do Isfjorden przekazujemy T-raperów na Eltatnina. Oni płyną w kierunku lotniska Longyearbyen – z informacji, które mamy wynika, że lodu jest tyle, że do Longyear nie da się dopłynąć jachtem.

My łapiemy kierunek na wyspę Prins Karls Forland, a dokładniej na zatokę Poolepynten. Zobaczymy czy morsy będą się chciały nam pokazać.

Aha, aha… prawie nam się udało ułożyć napis, zabrakło czasu, ale powinny być jeszcze okazje.