piątek, 21 czerwca 2013

Heidelberg

Po pięciu dniach opuszczamy Stuttgart, gdzie Jadzia pierwszy raz samodzielnie stanęła na nóżkach! Ruszamy na północ. Ale nie tą daleką, hen, hen wysoko, gdzie misie i wieloryby mówią dzień dobry, tylko tę lokalną północ. Obieramy kierunek Fritzlar, ale po drodze jest jeszcze Heidelberg.

Heidelberg – miasto na prawach powiatu w Niemczech, w kraju związkowym Badenia-Wirtembergia, w rejencji Karlsruhe, w regionie Rhein-Neckar, nad Neckarem. Też brzmi dumnie.

Kto nie słyszał o Heidelbergu ten gapa. Ja mam do tego miasta sentyment, mimo iż nigdy tam nie byłem, to słyszałem wiele a i w pracy mam styczność z maszynami Heidelberga ;) Są niezawodne.

Co by nie mówić Hiedelberg jest miastem wyjątkowym. Klimat, wygląd, zabudowa – to wszystko się dobrze komponuje. Małe, przytulne miasteczko, jednak widoki zacne. Dzisiejsza młodzież napisała by że są „epickie”. Bo są.





Największe atrakcje to:
- zamek (Heidelberger Schloss)
- rynek (Marktplatz) wraz z gotyckim kościołem św. Ducha (Heiliggeistkirche) i ratuszem
- mosty na rzece Neckar a zwłaszcza Alte Brücke z Bramą Karola (Karlstor)
- kolejka (Bergbahn) na wzgórze Königstuhl

Starówka jest urokliwa choć gwarna (tłumy turystów), pełna małych uliczek, sklepów, sklepików z pamiątkami, kawiarni i restauracji. Jedyny minus to brukowane trasy, co podróżując z dzieckiem w wózku jest momentami uciążliwe.

Zaparkowaliśmy w połowie wzgórza, w okolicach Zamku. Na dzień dobry odpaliliśmy Jadzi przekąskę, a później zrobiliśmy spacer przez taras widokowy, później w dół wzdłuż podnóża zamku, starówkę aż do rzeki i dalej na mosty. Spacer bardzo przyjemny, chociaż mając mały wózek miejski trochę uciążliwy.




Na górę wracamy kolejką. Mimo, że kolejka nie jest długa, to zatrzymuje się  aż na 3 stacjach, chociaż w zasadzie są 4 stacje (początkowa, dwie przesiadkowe i końcowa).



Dwie pierwsze stacje pokonuje się nowymi wagonikami, odcinek w sumie niecałe 500 metrów. Prawdziwe łał to podróż ponad stuletnim wagonikiem, dystans ponad kilometra nachylenie 27-41% więc robi wrażenie. Ceny biletów wysokie, a nawet za wysokie. Ale raz na jakiś czas można się szarpnąć ;)







Na samej górze, na szczycie Königstuhl oprócz widoków z tarasu nie znaleźliśmy nic specjalnie porywającego. Więc albo tam nic nie ma (no ok, jest przystanek autobusowy) albo przez to, że mieliśmy Jadzię w wózku nie odkryliśmy wszystkiego. Za to panorama z tarasu widokowego zachwyca J





Heidelberg porywa, prostotą, względnym spokojem, otoczeniem, całością jaką tworzy, wypad na jeden dzień jak znalazł.

Żegnamy Heidelberg, kierunek wspomniane wcześniej Fritlar, dojedziemy pod wieczór.