piątek, 20 czerwca 2014

Cudne widoki w Cameron Highlands

Opuszczamy George Town, opuszczamy House of Journey. Na koniec pamiątkowa focia, ma się znaleźć na fejsbuniu. Sprawdzimy.

Po raz pierwszy podczas tego wyjazdu mamy transfer na linii ho(s)tel - autobus. Miał przyjechać o 7:30, a autobus odjechać o 8:00. Klasyka, ten pierwszy przyjeżdża po 8, autobus odjeżdża mocno po 9.

Zasadniczo nie mamy nic przeciwko, tylko podróż ma zająć 5-6 godzin, więc każde opóźnienie jest nam nie na rękę.

Do Cameron Highlands docieramy około 13:30, miejscowość Brinchang, wysiadamy tuż pod hotelem, o wdzięcznej nazwie "Rainbow".

Szybki rzut oka na Brinchang i już wiemy, dlaczego w przewodniku o tym mieście jest tylko malutka wzmianka. Jesteśmy w samym centrum Brinchang. Centralnie jest ustawiony parking i postój taxi, do okoła tylko hotele i 4 knajpy na krzyż. Przynajmniej jest względna cisza i spokój.

Robimy male rozpoznanie. Wycieczka na słonie do Kuala Gandah kosztuje 400RM (prawie 400 pln), autobusy tam nie jeżdzą, a taksówkarze mają swój cennik. Z Kuala Gandah też trzeba się jakoś wydostać, więc dochodzi kolejne 350RM za przerzut do Kuala Lumpur. Nawet po rabacie 50RM wychodzi za dużo. Z jednej strony szkoda, z drugiej strony trzeba pojechać w takie miejsce, gdzie będą słonie :)

W Cameron Highlands mamy dwie noce, nie ma co czekać. Kierunek Cameron Bharat Tea Estate, czyli jedna z plantacji herbaty w tym rejonie. Dojazd taxi 25RM w jedną stronę, powrót będzie za 20RM, jak pojedziemy z tym samym kierowcą. 

Do tej pory mieliśmy zgubne pojęcie jak uprawia się herbatę, to co zobaczyliśmy chyba przerosło nasze oczekiwania. Hektary stoków, ba całe góry porośnięte krzewami herbaty. Wszystko zielone lub jasnozielone i ten zapach. Coś obłędnego. Zapach niepowtarzalny, aż szkoda, że takich rzeczy nie można ze sobą zabrać. Połączenie zapachów herbaty, (delikatny akcent) świeżego siana oraz coś jakby nutka cytryny. 








Po plantacji rzecz jasna można się przejść. Teoretycznie wytyczoną ścieżką, ale nikt nie robi problemów, gdy się wejdzie między krzewy. Warunek jest jeden - nie można zrywać liści.
Podejrzewamy, że podobnie jak plantacje herbaty tutaj, mogą wyglądać pola ryżowe w wietnamskim Sapa, których niestety nie mieliśmy przyjemności zobaczyć w pełnej krasie przez mgłę. Teraz pogoda jest idealna.

Dzień kończymy kolacją w Tanah Rata. Tanah Rata to miasteczko obok Brinchang. Jest odrobinę większe z nieco większym wyborem miejsc, gdzie można coś zjeść. Oba miasta raczej bez popołudniowych atrakcji.