sobota, 21 czerwca 2014

Herbata, wszędzie herbata

,Cameron Highlands to malezyjskie zagłębie rolnicze. Oprócz herbaty uprawia się tutaj truskawki (przez cały rok!) hoduje pszczoły i tym podobne. Można skorzystać z gotowych wycieczek po tych wszystkich agralnych obiektach, jednak truskawki rosną i w Polsce, pasieki też kilka razy się widziało. Nie porywają nas tego typu atrakcje, zwłaszcza, że w Europie mamy je pod nosem. 

Bierzemy taxi i ruszamy na północ, na inną plantację herbaty o wdzięcznej nazwie Boh Sungei Palas Tea Estate, w skrócie BOH. Lonely Planet opisuje to w taki sposób, że aż miło. Jeżeli nie taksówką, to dojazd jest autobusem miejskim, a później 4 kilometrowy spacer wąską i krętą drogą pod solidną górkę. 

Zupełnie inna plantacja niż wczoraj, również osadzona w malowniczej okolicy, jednak już z domkami dla pracowników, małym muzeum, ogranizowanymi wycieczkami po plantacji, wycieczkami po fabryce, dużą kawiarnią i tarasem z widokiem na pola z rosnącą herbatą.






Zaczynamy od próby zapisania się na wycieczkę, jednak cena 35RM od osoby jest zbyt wygórowana, jak na godzinny spacer pomiędzy krzewami herbaty + komentarzem przewodnika. Rezygnujemy. 
Zwiedzamy za to fabrykę i mini muzeum. Fabryka, ta pokazowa, pracuje na sprzęcie sprzed ładnych kilkudziesięciu lat. Widać kilka elementów procesu - cięcie, suszenie, mieszanie i tym podobne. Jednak to wycieczka na 5 minut. 


Świadomi, że w okolicy nie ma już interesujących nas atrakcji, postanawiamy spędzić miło czas w przyjemnej okolicy i spóbować możliwie wielu miejscowych herbat. Prym wiodą mrożone. 


Jest ciepło, przyjemnie pachnie, widoki przednie. Plantację odwiedza bardzo dużo ludzi, często i z dziećmi, więc i Jadzia jest w swoim żywiole. Na tarasie widokowym dzieciaki szaleją. Jadzi najbardziej przypadają do gustu Afgańczycy. Zabawie nie widać końca, a i nam się nie spieszy z powrotem. Dzień lenia.



W ramach zapisów dla potomnych. W tej okolicy bywa znacznie chłodniej niż w pozostałych częściach Malezji. Rano, zanim słońce nie zacznie otulać swoimi promieniami i wieczorami po zachodzie, długi rękaw nikogo nie dziwi.

Jeżeli ktoś będzie się wybierał do Cameron Highlands, to chyba lepiej zrobić sobie przystanek na jedną noc, obskoczyć największe atrakcje i wieczorem jechać dalej. Brinchang i Tanah Rata nie obfitują w atrakcje, a i dobre jedzenie ciężko dostać.

A nie przepraszam, jest jeszcze jedna atrakcja, taksówki. Jeżeli ktoś jest fanem starych Mercedesów to będzie tu miał raj. Jest ich sporo, wiekowe beczki, widzieliśmy też model 190 D. Jednak ani razu nie udało się nam starym mesiem przejechać.



PS. Do Brinchang przyjechał sąsiad. Z Lipnik, zostawił samochód na parkingu ;)