sobota, 21 czerwca 2014

Znowu w drodze

Opuszczamy Cameron Highlands, łezka w oku się nie kręci, ale też dramatu nie było. Szkoda, że nie udało się pojechać na słonie. Gdybyśmy wiedzieli jak tu jest, to pewnie wzielibyśmy jedną, a nie dwie noce.

Autobus odjeżda o 9:30, dobrze, że wcześniej kupiliśmy bilety, bo jest pełny. 
Po 4 godzinach dojeżdzamy do Kuala Lumpur, Jadzia się zdrzemnęła, więc i podróż lekko poszła. Autobus nie zatrzymuje się na TBS, tylko inny "Sentral", fajnie bo mamy stąd żabi skok do hostelu. Hostel ten sam, co na początku naszej wyprawy.

Po krótkim odpoczynku, ruszamy w kierunku Petronas Tower, mamy nadzieję, że dzisiaj się uda doczekać do zmroku, zobaczyć podświetlone wieże i wieczorne show - grę swiatła, dźwięku i wody w fonatannie. Start około godziny 20:00.


Mamy trochę czasu, więc idziemy zobaczyć obiecane Jadzi "plaćiki", czyli plac zabaw w parku pod Petronasami. Placyk, to mało powiedziane. Nigdy w życiu nie widzieliśmy tak wielkiego placu zabaw. Ten w Hamburgu może i był większy, ale zupełnie innego typu. Tutaj, w Kuala Lumpur, ilość zjeżdżalni, huśtawek, drabinek i domków jest po prostu gigantyczna, paręset metrów kwadratowych z różnistymi przyrządami. Łał.





Oprócz placu zabaw, jest jeszcze alejka z huśtawkami. Niestety tylko dla dzieci. Mnie z huśtawki przegoniła pani z ochrony. Zaczęła dąć w gwizdek i do mnie machać. Pewnie z zazdrości ;)

Na sam koniec, wisienka na placozabawowym torcie. Basen-brodzik dla dzieci. Woda nie sięga nawet do kolan, ale jest jej wystarczająco dużo, aby się taplać. Jest mini wodospad, są prysznice, jest super zabawa. Trzeba mieć tylko ubrania na przebranie dla dziecka, nauczeni doświadczeniem mamy.





Jadzia szaleje. Ma kilka chwil dla siebie, aby zapomnieć, że ją coś gniecie bo:
oto wiadomość dnia dzisiejszego - wyszedł kolejny ząb, drugi w Malezji. Dolna piątka, po Jadzi prawej stronie. Robimy co możemy, ale widać, że męczą ją zęby, a i dwie kolejne piątki chyba też zaraz wyskoczą.

No cóż, do 20 nie będziemy przeciągać Jadzi, aby zobaczyć oświetlone wieże, może jutro się uda?