wtorek, 3 czerwca 2014

I love Kuala Lumpur

Po przespaniu całej nocy w odzieży, w której przebywaliśmy od 2 dni, potrzebowaliśmy trochę czasu, aby doprowadzić się do porządku. Na szczęście część sanitarna na wysokim poziomie. Co prawda ciepła woda jest z podgrzewacza, ale to najmniej istotny czynnik. Jest czysto i całkiem dizajnersko.

Plan na dzisiaj - Kuala Lumpur Centrum, Petronas Tower i KL Tower.


Zaczynamy od Petronas - dojazd dobrze nam znaną kolejką, cena 3,2 RM za naszą trójkę. Kolejka zatrzymuje się przy centrum handlowym znajdującym się pod wieżami. Chociaż określenie centrum handlowe jest chyba zbyt mało precyzyjne. To jest gigant. 5 pięter (lub więcej) długich, że ho ho + skrzydła. Monstrum. Podejrzewam, że może być większe niż wszystkie poznańskie centra razem wzięte. Na szczęście klimatyzowane :)

Sklepy raczej z górnej i najwyższej półki. Gucci, Prada, LV i tym podobne.

Punkt pierwszy wycieczki - akwarium (aquaria KLCC), wejście nie mało - 98RM za nas (Jadzia za darmo). Ale warto było. Rybki, rybeczki, rekiny, płaszczki, rozgwiazdy (można wziąć do łapy), koniki morskie i inne pływające. Super sprawa.









Wychodzimy z pieczary, z klimatyzowanego, no ale trzeba w końcu zobaczyć Petronas Tower na żywo. Na zewnątrz żar jak ta lala, ale widok i wysokość wież robi wrażenie, jak ktoś jest przejazdem to warto się zatrzymać i rzucić okiem. Wjazd na górę na punkt widokowy niecałe 100 RM za osobę, decydujemy się jednak na inną wieżę widokową, czyli KL Tower.




KL Tower to wieża telewizyjna, jedna z najwyższych tego typu budowli. Ma co najmniej 2 tarasy widokowe, tańszy i droższy, niższy i wyższy. Wyższy to otwarta przestrzeń z niską balustradą, 50cm czy coś w ten deseń. Jadzi nie wpuszczą na wyższy (wstęp od lat 18), więc bierzemy co dają. A dają za 49RM od osoby. W cenę wliczona jest winda, latający talerz dla Jadzi, no i widoki.
To co z dołu wyglądało na duże, z poziomu kilkuset metrów wygląda licho, poza Petronas Tower - te niezmiennie wielkie i dostojne. Górują nad wszystkim. Kilka pamiątkowych zdjęć dla nas, 150 zdjęć Jadzi zrobionych przez innych turystów, rozkoszowanie się widokami, wysokością i można powoli wracać. 






Plan do końca dnia jest prosty, najeść się i spokojnie poczekać do wieczora, aż włączą oświetlenie na Petronas Tower i o godzinie 20 rozpoczenie się pokaz - gra świateł i wody w fontannie pod wieżami.




Wszystko szło pięknie dopóki nie zebrało się na deszcz. A w zasadzie nie na desz, tylko oberwanie chmury takie, że nie było nic widać na więcej niż 30-40 metrów i tak przez dobre 45 minut, później już tylko lało jak z cebra.


Próba przeczekania w kawiarniach na niewiele się zdała. Nie przestało padać, więc, głównie ze względu na Jadzię, postanowiliśmy zawinąć się do hostelu.

W hostelu dostęp do sieci był tylko w strefie socjalnej na parterze, więc i mleko było na parterze, a później już tylko Jadzia Show. Wymiennie pół hostelu bawiło się z Jadzią, a my mieliśmy w końcu chwilę dla siebie. 

I tak sobie myślę, że gdyby płacili nam złotówkę za zdjęcie lub pogłaskanie Jadzi, ten wyjazd już by nam się zwrócił.