czwartek, 5 czerwca 2014

Kierunek Melaka

Nastepny przystanek Melaka, ale to plan na popołudnie.

Poranek postanawiamy spędzić w China Town, wedle opisu z przewodnika powinno się dziać. Trochę się jednak zawiedliśmy. Przed godziną 11 jeszcze nie wszyscy sprzedawcy się porozstawiali, a i asortyment niezbyt różnorodny - ubrania, paski, okulary, filmy na DVD (jak za dawnych czasów na giełdzie), trochę zabawek i portfeli. Wszędzie to samo. 

Postanawiamy jednak zejść trochę z głównej aleii i na uboczu już więcej się działo. W obrocie artykuły spożywcze i gastronomia, więc i zapachy też inne, mimo wszystko warto zobaczyć.






Wracamy do hostelu po rzeczy i ruszamy dalej w kierunku Dworca autobusowego - rzecz jasna kolejką. I trochę pobłądziliśmy, bo chcieliśmy jechać przez Sentral Station, niestety tak się nie dało i musieliśmy wrcać tam, skąd przyjechaliśmy i jechać inną trasą. Na szczęście na tym samym bilecie, bo 5.20RM piechotą nie chodzi.




Ładnych kilkanaście minut podróż trwała, ale z przystanku kolejki do dworca autobusowego jest mniej niż 3 mminuty (jak się nie czeka na windę). 
A sam dworzec wygląda raczej jak lotnisko niż dworzec autobusowy do którego przywykliśmy w Polsce. Klimatyzowany, przestronny, kilkanaście kas, w każdej obsługa angielskojęzyczna, w każdej kasie można kupić bilet na dowolnego przewoźnika a jest ich kilku(nastu) co najmniej. 
Ameryka nie Malezja.
Bilety kupuje się na piętrze, "perony" poziom niżej, zjazd schodami ruchomymi tylko dlaosób z ważnym biletem, z wózkiem i dzieckiem to inna rozmowa. Winda, asysta pracownika dworca, pokaże palcem i zaprowadzi. Wasza bramka ma numer 8, proszę w prawo i do końca. Czysto, schludnie, multum ławek i krzesełek, można usiąść i się nie bać, że się coś złapie albo przyklei do ubrania. 
Autobus klimatyzowany, coś około 27RM za naszą dwójkę, Jadzia za darmo, ale na kolanach. A że autobus jest pusty, to i każdy ma miejsce siedzące.



Po mniej więcej 2,5 godziny lądujemy w Melace, Hostel dobrze nam rozpisał jak mamy się do nich dostać, więc łapiemy autobus miejski pod "clock tower" skąd do hostelu mamy jakieś 10-15 minut pieszo.

Hostel Cardamom w Melace, ma nawet zalety jest tani (69RM), blisko wybornej jadłodajni o nazwie Pak Putra Restaurant i ma internet wszędzie. Na minus brak okna w pokoju i łazienka, która mogaby być nieco lepsza. Jest czysto i to jest najważniejsze.

Kolacja w Pak Putra - jak dla mnie, do tej pory najlepsze co nas do jedzenia spotkało. Pakistańska kuchnia na bazie mięsa i owoców morza. Wszystko przygotowywane jest na miejscu, połowa rzeczy nawet widoczna - pieczony "chleb" a raczej nasza pita, czyli bardziej naleśnikowate niż chlebowe + marynowane kurczaki. I jedno i drugie pieczone w "dzbanach" nie wiem jak to ustrojstwo nazwać potężne gliniane naczynia z paleniskiem w środku. Zamawiamy co prawda inne dania, ale ten kurczak nie daje nam spokoju i zamawiamy go na deser. Jedzenie było prze-py-szne. 
Chociaż Marta ma nieco inne zdanie. Cenowo też wzorcowo - za mega wyżerkę z napojami (piwa nie mają) mniej niż 50RM, co jest najniższą zapłaconą przez nas kwotą za posiłek. Mniam.