sobota, 29 listopada 2014

Portugal - dzień 1, z przygodami, a jak!

Startujemy z Berlin Schonefeld, wylot o 20:10, Ryanair.

Wyjazd rozpoczęliśmy o 14:40 z Tarnowa Podgórnego. Przed 17 zameldowaliśmy się na parkingu buforowym. Niespiesząc się wyszły 2:20 godziny jazdy z 2 małymi przerwami. Na autostradzie na szczęście bez korków, więc przemknęliśmy szybko. Ale lepiej tak, niż się spóźnić 5 minut.
Lżejsi o 39 euro zostaliśmy zawiezieni na lotnisko, na którym przez mniej więcej 2 godziny szwędaliśmy się to tu to tam, poznając jego uroki. Ogółem spodziewaliśmy się baraku i pasa startowego, ku naszemu zdumieniu lotnisko było większe niż poznańskie, wrocławskie i bydgoskie. Razem wzięte.

Boarding o czasie, udało nam się nawet wbić w strefę uprzywilejowaną :) więc samo wejście do samolotu i wrzucenie bagaży do luków obyło się bez komplikacji. Sam lot, około 3:20 bez przygód.

Po wylądowaniu mieliśmy zameldować się po samochód w Goldencar rental. Niestety ich budki na lotnisku nie ma, auta nie dostaje się na miejscu, tylko podjeżdza bus danej firmy i zabiera ludzi do siedziby wypożyczalni. Ok, ogarnęliśmy temat, wiemy na jaki bus czekać. Czekamy.

Czekamy.

Nadal nikogo nie ma, dzwonimy...
- kolega już jedzie - słyszymy w słuchawce.

Fajno, po kilu chwilach jest i bus i zabiera nas do siedziby Goldencar.

Papiery wypełnione i... niemiła niespodzianka - chcą dodatkowe 40 euro za to, że jest już po 23, czyli po godzinach ich pracy. No i zaczyna się słowna jatka. Niestety stoimy na przegranej pozycji, bo jak nie zapłacimy to nie dostaniemy auta, a reklamacje możemy składać jak bedziemy oddawać auto. A jak nie weźmiemy auta, to jesteśmy w, no wiadomo gdzie. 

Siłą rzeczy płacimy i odbieramy auto. Miało być Renault Clio (lub coś podobnego) - braliśmy najtańsze 5 drzwiowe. Dostajemy nowe VW Polo. Tyle dobrze. Odpalamy navi i obieramy kurs na hostel.

Jadzia zasypia w samochodzie, do tej pory nie zmrużyła oka. 
W hostelu na szczęście poszło szybko, gładko i bezproblemowo. No może jedynym problemem była temperatura w pokoju. Na zewnątrz 10 stopni, w pokoju nieco cieplej. Witamy w kraju bez kaloryferów :)

Trochę chłodno, ale plan jest taki, aby tylko się wyspać, zjeść śniadanie i jechać w kierunku Lizbony.
Gdyby nie parówy z Goldencar, byłby wspaniały dzień. A tak niesmak pozostał.