czwartek, 11 grudnia 2014

Portugal - dzień 3, tramwaje i inne cuda

Parking w Lizbonie do najtańszych nie należy. Dodatkowo, można zapłacić za maksimum 2 godziny. Postanawiamy więc odjechać trochę od strefy płatnego parkowania. Wybór pada na Alfamę. Alfama to najstarsza lizbońska dzielnica, jej początki sięgają XI wieku, więc jest wzorcowo. Po poszukiwaniach wolnego miejsca (permanentny jego brak chyba w całym mieście), nie bez problemów, ale się udaje.


Jest dobrze, znajdujemy się w bliskiej odległości od kościoła Santa Luzia. Widoki z okolicznych tarasów są przecudowne - dachy pokryte pomarańczową dachówką, biel ścian, rozlewisko oceanu. 
[ciężki oddech].




Na jednym z tarasów widokowych podchodzi do nas gość z naszyjnikami, bransoletkami i innymi. Na przypał pytam po ile bransoletka - 25 euro, ale może zejść do 20. Produkt afrykański. Ta jasne. Ale od słowa do słowa i na hasło "cabo verde" rozmowa stała się zupełnie inna :)
Z ceny bransoletki co prawda nie zjechał, ale zaczął rozdawać nam prezenty - Jadzi małą bransoletkę, nam po skórzanych. O cenie przestaliśmy rozmawiać, powiedział tylko, że napiłby się kawy. To da się zrobić. 

Aha, na Marty bransoletkę zaczął rzucać pozytywne, senegalskie zaklęcia. By żyło się lepiej :)


Tuż obok, przystanek ma linia żółtego tramwaju, numer 28E. Przystanek Lg. Portas Sol. Wsiadamy, kierunek Martim Moniz, Cena 2,70 euro. Od osoby. Przejażdżka ciasnymi uliczkami, pomiędzy starymi budynkami, dwupasmówkami, starym i nowym budownictwem pokazuje jak złożona i piękna jest Lizbona.




Wysiadka na placu Martim Moiniz i pieszo ruszamy w kierunku Elevador de Santa Justa. Nie jest daleko, przeciąć dwa place, później w lewo, pod górkę i jesteśmy. Tak przynajmniej powiedział motorniczy Lizbońskiej bimby. Nie kłamał.

Elevador de Santa Justa to... winda ;) zwana jest także Elevador do Carmo, gdyż wyjście z górnego poziomu znajduje się przy ruinach Convento do Carmo - klasztorze Karmelitów, a raczej tym co po nim zostało.

Ale wracając do tematu winda znajduje się w żelaznej 32 metrowej wieży wzniesionej w 1902 roku. Zaprojektował ją Raul Mesnier du Ponsard, portugalski inżynier, którego nazwisko raczej nikomu nic nie mówi, jednak był to uczeń niejakiego Gustawa Eiffela, a tego to kojarzy nawet dziecko. Podróż na tarasy widokowe - a jak - drewnianą, elegancką windą. Jedną z dwóch. Wjazd 5 ojoro od osoby.

Na szczycie wieży znajduje się taras z widokiem, bardzo ładnym widokiem - na miasto i rzekę.




Elevador opuszczamy górnym przejściem, tym przez klasztor Karmelitów. Wpadamy w wąskie i strome dróżki, przy których knajp nie brakuje. Ładujemy się do jednej. Po daniu głównym czas na deser. W końcu jest dobra okazja aby spróbować - ginjinhi, miejscowego likieru wiśniowego. Spróbować warto, polecać już niekoniecznie. I chociaż dramatu nie było, to jednak spodziewaliśmy się więcej po tymże.

Następny przystanek, Elevador da Gloria. Też winda, ale w postaci żółtego tramwaju, który kursuje na trasie Praça dos Restauradores - Jardim de São Pedro de Alcântara. Tramwaj trzyma poziom, mimo ostrego kąta góry którą ma do pokonania. Cena 3,60 euro, od osoby, wjazd i zjazd. Dużo, zważywszy że trasa jest krótka, żeby nie powiedzieć bardzo krótka. Na górze, na pocieszenie, 17 kroków o przystanku znajduje się taras widokowy, z którego widok uspokaja, a latem porastające go drzewa zapewne dają kojący cień. Przyjemne miejsce.





Czas wracać, tramwaj opłacony, więc żal nie skorzystać, ruszamy pieszo w kierunku znanego nam przystanku Portas Sol i niedaleko od niego zaparkowanego samochodu. Aby umilić sobie drogę idziemy przed siebie, to gubiąc, to powracając na właściwy szlak. 
Ulice raz pod górę, raz z górki, remontowane, lub nie, ładne lub bardzo ładne i klimatyczne. Wyszedł nam świetny spacer i zobaczenie Lizbony, o której nie pisze się w przewodnikach. 






Wieczorem skoczyliśmy jeszcze na, znajdujący się niedaleko naszego hostelu, taras widokowy/fontannę na szczycie wzgórza, na którym rozlewa się park Edwarda VII. Stoimy na fontannie, nad naszymi głowami powiewa wielka flaga Portugalii, przed nami niesamowity widok na Lizbonę. A w zasadzie park Edwarda, który tworzy długą zieloną prostą, wpadającą w centrum Lizbony, pomarańczowo-dachówkowe centrum zakończone oceanem, czy też zatoką.

Coś niesamowitego. Niepowtarzalny widok na dobranoc.

Dobranoc.